piątek, 3 października 2025

Figurkowy Karnawał Blogowy, ed. CXXXIII: Egzotyczność - podsumowanie

Figurkowy Karnawał Blogowy, ed. CXXXIII: Egzotyczność - podsumowanie

 

Wrzesień już za nami. Lato wyszło. Pora więc na domknięcie wrześniowego wydania Figurkowego Karnawału Blogowego, którego wodzirejem miałem przyjemność być.  Temat "Egzotyczność" został zinterpretowany przez pięciu figurkowiczów, a licząc ze mną, to nawet sześciu. W karnawale udział wzięli:

*** 

Potsiat, autor Gangs of Mordheim! Który przedstawił coś, co w jego wykonaniu stanowi nie lada rzadkość - ludka do WH40K! Space Wolfa! Na dokładkę zastosował, jak sam twierdzi, egzotyczne taktyki weatheringu. Jest egzotycznie? Jest. 

***  

Quidamcorvus, autor DansE MacabrE! Który zbudował egzotyczny środek transportu w postaci tratwy, a w dodatku stworzył dlań cały zestaw zasad do Warheim FS! Egzotyczność odhaczona. 

***  

 Boston Steel Works! Który szczwanie połączył egzotykę z ezoteryką, i zaprezentował falloutowy pancerz wspomagany w dwójnasób - techniką i czymś nieokreślonym, co daje dodatkowe bonusy.

***  

Maniex z Maniexite! Zabrał czytelników w podróż do egzotycznej północnej Afryki, a konkretnie w sam środek drugowojennej batalii! Są palmy, jest okejka!

 

***  

Bahior, z The Dark Oak! Przypomniał o tym, że w pradawnych czasach modele bywały metalowe, a do tego zaprezentował modele z tego egzotycznego materiału - Iron Brotherhood z Micro Art Studio

*** 

Na koniec przypomnę mój własny wpis, którego bohaterką była egzotyczna wężobabka z  Artisan Guild!

***

No i tyle. Wszystkim uczestnikom bardzo dziękuję i gratuluję ciekawych wpisów i kreatywnego podejścia do tematu. A na koniec zapraszam na blog Hakostwo, gdzie Kapitan Hak już zainaugurował październikową edycję FKB

poniedziałek, 1 września 2025

FKB CXXXII: Podsumowanie

FKB CXXXII: Podsumowanie

J. Tissot „Trąby jerychońskie”, źródło: The Jewish Museum

Za nami 132. edycja Figurkowego Karnawału Blogowego. Temat „Braci i sióstr” podjęli:

Figurkowy Karnawał Blogowy #132 - Bracia i siostry - Maniex
Maniex, który zaprezentował zróżnicowany zestaw zakonnic i zakonników

Figurkowy Karnawał Blogowy #132 - Bracia i siostry - Kapitan Hak
Kapitan Hak, który zrelacjonował rozegraną z bratem skirmishową bitewkę

Figurkowy Karnawał Blogowy #132 - Bracia i siostry - Quidamcorvus
Quidamcorvus, który zaprezentował zielonopióry kontyngent Muszkieterów z Nuln

Figurkowy Karnawał Blogowy #132 - Bracia i siostry - Boston Steel Works
Boston Steel Works, który pochwalił się oddziałkiem czarnych Numenoryjczyków

Figurkowy Karnawał Blogowy #132 - Bracia i siostry - Koyoth
Koyoth, który zamieścił zdjęcia modelu szefowej Sióstr Sigmara

Figurkowy Karnawał Blogowy #132 - Bracia i siostry - Elmin
Elmin, który pokazał nieoczekiwanie złowieszczego braciszka

Figurkowy Karnawał Blogowy #132 - Bracia i siostry - Potsiat
I ja z zestawieniem postępów w zakresie tworzenia band sióstr Sigmara oraz łowców czarownic.


Serdecznie dziękuję wszystkim uczestnikom sierpniowego Figurkowego Karnawału Blogowego i w imieniu Koyotha zapraszam do udziału we wrześniowej, 133. już edycji.

Skirmish czy wielkie bitwy? Odwieczna walka o optymalny format gry.

Skirmish czy wielkie bitwy? Odwieczna walka o optymalny format gry.

W świecie gier bitewnych istnieją dwa obozy: ci, którzy wolą szybkie potyczki w gry skirmishowe, i ci, którzy kochają wielkie bitwy, trwające cały dzień (lub dłużej). Każdy z tych formatów ma swoje zalety i wady, a wybór między nimi to jak wybór między szybkim sprintem a maratonem. Oba są wyczerpujące, ale w zupełnie inny sposób.  

Dziś przyjrzymy się tej odwiecznej walce o optymalny format gry. Oba podejścia mają swoje plusy i minusy, a wybór między nimi to jak wybór między kawą a herbatą – cokolwiek wybierzesz, i tak ktoś będzie próbował cię przekonać, że się mylisz. Bo przecież, drogi czytelniku, każdy z nas ma swoje preferencje. A jeśli nie masz, to pewnie po przeczytaniu tego felietonu je wyrobisz.  

Skirmish: szybko, sprawnie, bez zbędnego zamieszania

Skirmishowe gry to bitewniakowy fast food – szybkie, intensywne, satysfakcjonujące… i zaskakująco drogie, jeśli nie wiesz, kiedy przestać.

  • Plusy:
    • Szybkość
      Skirmishe to idealne rozwiązanie dla tych, którzy nie mają całego dnia na rozgrywkę. Kilka jednostek, mały stół, proste zasady – i już po godzinie możesz wracać do codziennych obowiązków. Albo rozgrywać kolejną potyczkę.
    • Niski koszt wejścia
      Nie musisz wydawać fortuny na wielką armię. Wystarczy kilka figurek, trochę terenu i gotowe. To świetne rozwiązanie dla początkujących lub tych, którzy nie chcą zbankrutować. 
    • Większa elastyczność
      Skirmishe pozwalają na eksperymentowanie z różnymi taktykami i jednostkami. Możesz testować nowe kombinacje bez ryzyka, że stracisz całą armię w jednej turze.  
  • Minusy:
    • Mniej epickości
      No cóż, trudno poczuć epickość bitwy, gdy na stole walczy pięciu żołnierzy. Brakuje tu rozmachu, który oferują wielkie bitwy. 
    • Mniejsza strategiczna głębia
      Skirmishe są szybkie, ale często brakuje im złożoności strategicznej. To jak porównać szachy do warcabów – jedno jest szybkie i proste, drugie wymaga więcej myślenia.  

Wielkie bitwy: cały dzień na polu chwały

Jeśli skirmish to fast food, to wielkie bitwy to kilkudaniowa uczta, po której czujesz satysfakcję, ale też lekkie zmęczenie i wyrzuty sumienia Czy ja naprawdę poświęciłem na to całą sobotę?.

  • Plusy:
    • Epickość
      Wielkie bitwy to prawdziwe spektakle. Setki figurek, ogromny stół, skomplikowane manewry – to wszystko sprawia, że czujesz się jak prawdziwy generał.
    • Głębia strategiczna
      Wielkie bitwy wymagają więcej planowania, przewidywania i myślenia. To nie tylko walka jednostek, ale też zarządzanie zasobami, logistyką i morale.
    • Społeczność
      Wielkie bitwy to często wydarzenia, które przyciągają wielu graczy. To okazja do spotkania się z przyjaciółmi, wymiany doświadczeń i... no właśnie, narzekania na zasady.  
  • Minusy:
    • Czas
      Wielkie bitwy trwają godzinami. A czasem nawet dniami. Jeśli nie masz całego dnia wolnego, to lepiej wybierz skirmish.
    • Koszt
      Wielkie bitwy wymagają wielkich armii. A wielkie armie to wielkie wydatki. Przygotuj się na to, że twoje konto bankowe będzie cierpieć. 
    • Złożoność
      Wielkie bitwy są skomplikowane. Trzeba pamiętać o wielu zasadach, jednostkach i strategiach. To nie dla każdego.  

Który format wybrać?

Odpowiedź brzmi: to zależy. Jeśli masz mało czasu i pieniędzy oraz rodzinę, wybierz skirmish. Jeśli chcesz poczuć epickość i masz ochotę na całodniową rozgrywkę, wybierz wielką bitwę.  

Ale pamiętaj, że nie musisz się ograniczać do jednego formatu. Możesz grać w oba – w zależności od nastroju, czasu i... no właśnie, stanu konta bankowego.  

Podsumowanie  

Szanowne państwo-drańśtwo, pamiętajcie – nie ma jednego idealnego formatu gry. Każdy ma swoje zalety i wady. Ważne, by wybrać taki, który sprawia wam najwięcej radości.  

A teraz pytanie do was: który format preferujecie? Szybkie potyczki czy wielkie bitwy? A może macie swoje własne sposoby na rozgrywki? Podzielcie się swoimi doświadczeniami – może razem znajdziemy sposób, by pogodzić oba formaty.  

I pamiętajcie: niezależnie od tego, czy wybierzecie skirmish, czy wielką bitwę, najważniejsze to dobrze się bawić. Chyba że... no właśnie, kostki znów się zbuntują.

niedziela, 17 sierpnia 2025

Jak (nie) pisać regularnie?

Jak (nie) pisać regularnie?
How (Not) to Write Regularly?

Ostatnio dostałem kilka pytań o to, jak udaje mi się utrzymywać stałe tempo publikacji na blogu. I muszę Was rozczarować - nie udaje się. Nie ma na to szans, kiedy pisanie nie jest pracą etatową, tylko - albo aż - hobby. To zawsze balansowanie między obowiązkami a chwilami, które można ukraść rzeczywistości.

Cała tajemnica polega więc nie na nadludzkiej regularności, tylko na planowaniu. Piszę wtedy, kiedy mam wolną chwilę, a niekoniecznie wtedy, kiedy akurat trzeba coś opublikować. Dzięki temu dziś mogę pokazać Wam zrzut z kolejki - 104 zaplanowane posty. I od razu dodam: to nie znaczy, że piszę codziennie, ani że siedzę w tym jak w pracy. Po prostu wypracowałem sobie podział, który sprawia, że treści powstają w miarę płynnie i różnorodnie.

Jak to wygląda w praktyce?

  • Poniedziałki - lekki chaos rytualny:
    • co drugi tydzień krótka recenzja audiobooka,
    • w pierwszy poniedziałek miesiąca felieton,
    • w trzeci poniedziałek miesiąca opis fabularny kompanii do Warheim FS.
  • Wtorki - opisy krain Starego Świata (często fragmenty z podręcznika w blogowej formie).
  • Środy - zdjęcia modeli z różnych kompanii Warheim FS. Po pomalowaniu całej kompanii materiału starcza na miesiące, a czasem i lata.
  • Czwartki - warsztat. Obecnie waloryzacja ruin od Kromlech; każdy etap to osobny wpis, który spokojnie czeka w kolejce.
  • Piątki - recenzje, przygotowywane z wyprzedzeniem.
  • Soboty - wpisy okolicznościowe wokół Warheim FS.
  • Niedziele - prezentacja gotowych do malowania kompanii z listą użytych modeli.

Co z tego wynika?

To nie jest żadna sztuka ani wielka tajemnica. Czasem w jedno wolne popołudnie powstaje pięć wpisów. Czasem przez tydzień nie napiszę ani jednego zdania. Ale blog i tak żyje własnym rytmem, a regularność jest efektem planowania, nie mitycznej dyscypliny twórczej.

Więc jeśli ktoś pyta, jak to się robi, odpowiedź brzmi: planer, kubek kawy i odrobina cynizmu. No i świadomość, że to tylko hobby - a więc nie musi być perfekcyjne, musi być po prostu przyjemne.

Na dziś to tyle. A Wy... jaką macie wymówkę?

Lately I’ve been asked how I manage to keep a steady publishing pace on the blog. Here’s the disappointment: I don’t. There’s no way to truly keep up when writing isn’t your day job but - for better or worse - a hobby. It’s always a balance between obligations and the stolen moments you can wring out of reality.

The whole secret isn’t superhuman discipline - it’s planning. I write when I have a spare moment, not necessarily when something is due to be published. That’s why today I can show you a screenshot of the queue - 104 scheduled posts. And to be clear: that doesn’t mean I write every day or treat this like a full-time job. I’ve just worked out a structure that keeps content flowing and varied.

What does it look like in practice?

  • Mondays - a bit of ritual chaos:
    • every other week: a short audiobook review,
    • first Monday of the month: an essay/column,
    • third Monday of the month: a narrative Warheim FS warband write-up.
  • Tuesdays - Old World realm overviews (often handbook excerpts adapted to a blog format).
  • Wednesdays - photos of miniature from different Warheim FS warbands. Once a full warband is painted, that’s months - sometimes years - of steady material.
  • Thursdays - the workshop. Currently: detailing Kromlech ruins; each stage becomes a separate post waiting patiently in the queue.
  • Fridays - reviews prepared well in advance.
  • Saturdays - occasional posts, usually Warheim FS–related.
  • Sundays - showcasing ready-to-paint warbands, with a list of the kits used.

So what’s the takeaway?

There’s no magic trick here. Sometimes five posts come together in a single free afternoon. Sometimes I don’t write a word for a week. The blog keeps its own rhythm anyway - because regularity is the result of planning, not mythical creative discipline.

So if anyone asks how it’s done, the answer is: a planner, a cup of coffee, and a pinch of cynicism. And the awareness that it’s just a hobby - it doesn’t have to be perfect; it just has to be enjoyable.

That’s it for today. And you... what’s your excuse?


środa, 6 sierpnia 2025

Czy można grać w gry bitewne i nie zbankrutować?

Czy można grać w gry bitewne i nie zbankrutować?

W świecie gier bitewnych pieniądze mają magiczną właściwość – znikają. Tak, wiem, że próbujesz przekonać siebie (i swoją drugą połówkę), że te figurki to inwestycja. Przecież kiedyś będą warte fortunę! – mówisz, patrząc na stos niepomalowanych plastikowych żołnierzyków. Ale prawda jest taka, że twoje figurki są warte tyle, ile ktoś jest gotowy za nie zapłacić. A jeśli nikt nie chce ich kupić, to... no cóż, masz nową ozdobę półki.

Gdzie są moje pieniądze?  

Pamiętasz czasy, gdy myślałeś, że kupno jednego zestawu figurek to koniec wydatków? Słodka naiwność. Szybko odkrywasz, że jedna grupa stronników nie wystarczy – musisz mieć więcej. Potem dochodzi dowódca. Potem machina. A potem już leżysz w kartonie, bo twoja druga połówka wystawiła cię z domu, gdy kupiłeś kolejnego smoka.  

A to dopiero początek. Przecież same figurki to tylko fundament. Dochodzą:  

  • Farby – bo każda kompania potrzebuje swojego unikalnego koloru, a oczywiście nigdy nie masz akurat tego odcienia czerwieni.
  • Pędzle – co pół roku i tak wszystkie wyglądają jak miotły, więc kupujesz kolejne.
  • Podstawki, trawka, tufty, pigmenty – przecież nie postawisz modeli na gołym plastiku, to byłoby nieprofesjonalne.
  • Stoły i tereny – bo jak grać na kuchennym stole z kubkiem po kawie zamiast wieży?
  • Podręczniki i dodatki – bo oczywiście, że co roku wychodzi nowa edycja i twoja dotychczasowa kompania lub armia właśnie stała się bezużyteczna.  

Czy istnieją budżetowe gry bitewne?  

Oczywiście! Wystarczy:  

  • Kupić tylko jedną armię – hahaha, dobry żart.
  • Nie kupować nowości – powodzenia, kiedy wydawca wypuszcza nową frakcję, która wygląda jeszcze lepiej niż twoja obecna. 
  • Drukować proxy – to może uratuje twój portfel, ale niekoniecznie twoją reputację w środowisku.
  • Grać w systemy skirmishowe – mniej modeli, mniej farb, mniej wydatków… 
  • Zanim coś kupisz, policz, ile już wydałeś na hobby. Ale ostrzegam – to może być traumatyczne doświadczenie. 

Czy twoja druga połówka uwierzy, że to ostatni zakup?  

Nie.  To zdanie powtarzasz sobie (i swojej drugiej połówce) od miesięcy. To ostatni zakup – mówisz, pakując kolejny zestaw figurek do koszyka. Ale wiesz, że to nieprawda. Bo przecież za chwilę wyjdzie nowa edycja gry, nowa armia, nowe akcesoria... I znów będziesz musiał je mieć. Załóż sobie limit wydatków na hobby. Ale bądź realistą – ten limit prawdopodobnie i tak zostanie przekroczony.

Czy można grać w gry bitewne i nie zbankrutować?

Teoretycznie tak. Można planować budżet, polować na okazje, kupować używane modele i oprzeć się pokusie kolejnych nowości. Ale bądźmy szczerzy – to jak dieta. Można się oszukiwać, że tym razem będzie inaczej, ale koniec końców i tak skończysz z nową kompanią, którą kupiłeś tylko na próbę.  

A jak wygląda wasz budżet na hobby? Czy ktoś naprawdę kontroluje wydatki, czy wszyscy jedziemy na tym samym wózku bankructwa?