Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wrota do Lepszego Bloga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wrota do Lepszego Bloga. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 stycznia 2014

Wrota do lepszego bloga #2: Recykling Treści


Witam cieplutko na łamach roku 2014! Tak, tak, wiem. Okolice dwudziestego grudnia tak jakby minęły mniej więcej trzy tygodnie temu, ale jak już się uroczo tłumaczyłem na forach, na blogu i w konfesjonale, nie jestem  w stanie jeszcze na tyle dobrze zarządzać swoim czasem, by móc pisać tak dużo i często jak to było w złotym okresie rozkwitu przypadającego na moją bytność na domowych pieleszach, nawet w godzinach pracy!  Przynajmniej do momentu, w którym to w me ręce wpadł nareszcie roboczy tablet, który powoduje, iż te 4 godziny spędzone w ciągu dnia na podróżowaniu transportem masowym przestaną być bezproduktywne, a poniższy wpis jest tego dowodem, bo powstał właśnie podczas trzęsawki jaką jest podróżowanie rodzimą autostradą. Jak się okazuje, tempa nie mam najgorszego, a brak jakichkolwiek ‘rozpraszaczy’ na pokładzie autobusu tylko poprawia wydajność… Teraz tylko kwestia zweryfikować tę praktykę i zobaczyć, na ile pisanie w czasie dojazdu do pracy pomoże utrzymać bloga w stanie regularnej aktywności.

O co chodziło mi z tym dwudziestym grudnia? Ano dnia 20 listopada na łamach Wrót opublikowałem pierwszy tekst poświęcony technikom i narzędziom dzięki którym można poprawić sobie oglądalność bloga – pierwszy odcinek poświęcony był linkowaniu i potędze tego prostego, sprawdzonego i starożytnego, licząc w latach internetowych, konceptu. Kolejne miały wychodzić w okolicach dwudziestego dnia każdego miesiąca, i niestety Grudzień się nie doczekał… Ale nadrabiamy te straty, i dziś chciałbym jednak poruszyć kolejny temat, który jest w sumie łatwy w implementacji i obsłudze – Recykling Treści.

Szanujmy własne posty!

Kiedy mówimy o recyklingu treści nie chodzi nam wcale o to, by kopiować i bezecnie wklejać do nowych postów materiałów popełnionych gdzieś tam w przeszłości, bo choć może kusić zwyczajny repost czegoś stworzonego rok czy dwa lata temu, to nie dość, że ani to nie wygląda profesjonalnie, to na dodatek nie jest to tworzenie nowego kontentu, świeżej jakościowo treści, która w świecie dzisiejszych wyszukiwarek i systemów klasyfikowania materiałów w sieci w formie automatu (*urocze boty typu crawler!*) jest niejako złotem najczystszej próby! Poprzednik razem pisałem o tym, jak ważne jest częste i trafne linkowanie - metoda ta nadal jest ważna i funkcjonalna, ale jednak czasy się zmieniają i dziś ważniejsza jest unikalna treść i jej obfitość... Co w naszym przypadku, Panie i Panowie, oznacza nic innego jak właśnie dobre wpisy na blogu, oby jak najczęściej!

Nie, jeżeli piszę o recyklingu, to chodzi mi raczej o to, by nie traktować swoich tekstów niczym ruskich kosmonautów, których co prawda posyłamy z pompą w kosmos, ale to, czy zobaczymy ich ponownie już nikogo nie obchodzi (*no, może poza rodzinami!*). Jednym z głównych grzechów prowadzenia bloga - szczególnie, kiedy blog jest aktywny i ma już ten rok jak nie więcej na swoim koncie - jest traktowanie starszych wpisów jak nieistniejących. Bo powiedzcie mi proszę... Kto i jak często odwiedza wasze wpisy powiedzmy opublikowane pół roku temu? Praktycznie każdy poważniejszy system blogerski ma odpowiednie narzędzia do sprawdzenia takich danych na swoim dashboardzie, więc rzućcie proszę okiem. I założę się, ba, diamenty kontra orzechy, że w ostatnim tygodniu tylko wasze ostatnie posty zgarniają procentowo ogrom oglądalności, kiedy starsze wpisy mają jakieś pojedyncze stuknięcia, najpewniej dzięki pojawieniu się tekstu na łamach wyszukiwarki, kiedy ktoś użył sformułowania żywcem wyjętego z tekstu albo akurat szukał dokładnie tego, o czym ów post był. Prawda?

Jeżeli wasza odpowiedź brzmi nie, to gratulacje, bo na pewno znajdujecie  się w mniejszości i oznacza to, że pewnikiem już stosujecie pewne formy i narzędzia służące do dania starszym wpisom "szansy na drugą młodość". Jeżeli jednak nie, to najpewniej oznacza, że ogrom waszych tekstów jest niejako towarem jednorazowego użytku – o ile ma to sens w przypadku wpisów traktujących o nowinkach czy ploteczkach, czyli o rzeczach, które się zwyczajnie przedawniają, to już dla przykładu poradniki modelarskie, recenzje modeli, książek, systemów, felietony – nie mają daty ważności. A tylko od was zależy, czy pozwolicie waszym użytkownikom, waszym potencjalnym czytelnikom na dotarcie do materiałów, które najpewniej leżą gdzieś odłogiem w mrocznych zakątkach archiwum bloga.

101 Nekromancji: Wykop Denata

Tak. Tytuł, wbrew pozorom i pod próbą marnego żartu powiązanego z tematem, jest całkiem prawdziwy. Kluczem do sukcesu w tym przedsięwzięciu jest zwyczajne odkurzenie krypty i wyciągnięcie dawno wysuszone teksty na gablotę pokazową. Musisz dać widowni szansę na to, by nie oglądali tylko pachnących świeżością, jeszcze ciepłych i różowiutkich materiałów, ale też mieli możność podziwiać te, które kruszeją już pod wpływem czasu. Głównie dlatego, że w wielu przypadkach pogląd ten jest relatywny, i choć dla Ciebie dany post może być starożytny, dla nowego czytelnika zawarte w nim treści mogą się okazać równie atrakcyjne, jak te opublikowane wczoraj, dla przykładu. Po prostu znajdź metodę, która tego dokona, bo choć frazy w wyszukiwarkach z pewnością sprowadzą na wasze pielesza jakieś zbłąkane dusze, to jednak chyba bardziej zależy wam na czytelniku, który aktualnie pragnie poznać waszą treść, a nie trafił na wasz artykuł dzięki przypadkowi, bo wyszukiwał akurat zwrotu, którego użyliście podczas pisania danego artykułu.

Zaczniemy od rzeczy najprostszych, czyli od Serii Wewnętrznych i radości do tagów. Przykłady? Ten tekst jest przykładem Serii Wewnętrznej, choć nie do końca rozwiniętej – jak sami się domyślicie, seria to po prostu zbiór tekstów mających jeden cel, traktujących o pewnym wąskim temacie czy po prostu zbierającym pewną formę w jedno miejsce.  Ktoś z was może wzruszyć ramionami i wydać z siebie dźwięk, który wyraźnie sugeruje, że odkryciem Ameryki by tego nie nazwał. Pewnie, jak powiedziałem, to podstawa, ale na porządnym otagowaniu treści, nadaniu jej zunifikowanego wzorca czy tytułu nie powinno się skończyć – owszem, to wszystko pomaga a wyszukiwanie po tagu to w sumie norma na dzisiejsze standardy i to norma dobrze się sprawdzająca, o ile tagi są dobrze skonstruowane i poukładane tak, by rzeczywiście przez nie można było dojść do odpowiedniej treści. Problem polega na tym, że tag na łamach bloga to przeważnie jedno, malutkie słówko czy fraza próbująca przebić się przez cały stos innych tagów gdzieś tam na ich liście czy w chmurce (*która to przeważnie faworyzuje popularne tagi!*), co w sumie niby otwiera nowe okienko na dokopanie się do starszych tekstów, ale jest ono jednak małe i wąskie.

Słowem, trzeba pójść o krok dalej – oto przykład! Proste, prawda? Na własnym blogu wybrałem najważniejsze czy też najpopularniejsze kategorie tekstów i postanowiłem dać im odpowiednie naświetlenie, tworząc im odpowiednie podstrony stanowiące pełne listy danych tekstów powstałych na łamach serii – jeżeli więc ktoś poszukuje recenzji startera do Infinity, sprawdzić jakie to modele zrecenzowałem czy też materiały modelarskie, ma ów potencjalny czytelnik wszystko pod ręką, w wygodnej, w miarę przejrzystej formie, a co najważniejsze – mocno uwidocznione na łamach strony. W ten sposób tworzę skrót, autostradę do tekstów, które powstały wieki temu i spokojnie leżakują, nabierając charakteru niczym dobre wino! Naturalnie metoda ta sprawdza się dobrze, i generuje stały, regularny ruch na tychże tekstach.

Drugim niezwykle użytecznym narzędziem jest już skrypt, który ma na celu oferowanie odpowiednich linków do zawartości bloga czytelnikowi, który właśnie zapoznał się z aktualniejszym wpisem. Osobiście używam systemu Linkwithin, który nie tylko sprawdza się dość dobrze, jest bardzo elastyczny w kwestii kodowania i wynikającej z tego kustomizacji… I na dodatek jest raczej popularny, bo grom blogów z niego korzysta! Nie oznacza to oczywiście, że sami powinniśmy używać właśnie tego skryptu – w sieci znajdziecie całe stosy różnych rozwiązań i najlepiej poszukać takich, które są znane i lubiane przez użytkowników systemu blogerskiego, którego używacie, czy to będzie WordPress, Blogger, Tumblr czy coś innego. Systemy te przeważnie opierają się na tej samej zasadzie i tak naprawdę różnią się właśnie optymalizacją i mnogością opcji, bo wszystkie bazują na łączeniu materiałów na blogu poprzez proponowanie tekstów opatrzonych tymi samymi tagami. Tutaj tak naprawdę pojawia się temat, na który odpowiedni wykładowcy mogliby poświęcić kilka godzin, bo kwestia odpowiedniej równowagi w tagowaniu niejednemu już spędziła sen z powiek, szczególnie jeżeli tagi mają stanowić źródło informacji dla dodatkowych skryptów porównujących czy wyszukiwarek... Za mało tagów, choć oferuje przejrzystość i łatwiejszą w nich orientacje, niestety powoduje, że skrypt często gęsto linkować będzie do tekstów niekoniecznie powiązanych z aktualnym wpisem! Za dużo tagów, choć oczywiście wyostrzy proces podpowiadania odpowiednich materiałów, powoduje też znaczne zwężenie zakresu wyszukiwania, i jeżeli mamy wpisy potraktowane tagiem, który był użyty tylko raz, to może  w ogóle nigdy się nie pojawić w oferowanych przez powyższy skrypt linkach! Jest to kwestia zachowania pewnej równowagi, starania się, by tagi były jak najbardziej klarowne i rzeczywiście powiązane z materiałem, do którego są dołączone.

I w końcu trzeci sposób, to manualna obsługa starowinek, najczęściej dzięki Postom Podsumowującym czy też mediom społecznościowym! Posty podsumowujące to chyba nazwa, która mówi sama za siebie, prawda? Najpewniej widzieliście już coś takiego na blogach… I nie mówię wcale o Wrotach, na których to 99% procent treści to właśnie posty tego typu, co jest słuszne i naturalne dla agregatora. Nie oznacza to jednak, że sami w zakresie naszego własnego serwisu nie mogli przypominać sobie starszych wpisów czy treści, prawda? Oczywiście tutaj pojawia się kwestia własnego rozeznanie, jak często możemy sobie na taki manewr pozwolić. Jeżeli publikujecie jeden czy dwa wpisy w skali miesiąca, to podsumowanie działalności bloga w skali miesięcznej będzie wyglądać nieco abstrakcyjnie! Ale jeżeli ów wpisów macie już kilka czy nawet kilkanaście, to jest to opcja godna rozważenia – ot, działająca na takiej zasadzie. Choć może się komuś wydawać, że jest to tani manewr, to uwierzcie mi, nikt nie będzie wam miał tego za złe, ponieważ bardzo rzadko zdarza się tak, by nawet wasz stały czytelnik poznał wszystkie wpisy, jakie w pewnym odstępie czasu wrzucacie na łamach swojego bloga. A takie przypomnienie nie tylko daje im szansę chociażby do rzucenia okiem, czy niczego czasem nie przeoczyli, ale też oferuje świetne ‘interaktywne menu’ dla każdego, kto odwiedza waszą stronę po raz pierwszy czy nawet regularnie, acz w długich odstępach czasowych. Dni, w których publikuję podsumowania miesięczne to dni najwyższej dziennej oglądalności.

Ostatnim oferowanym rozwiązaniem są oczywiście serwisy społecznościowe, czy to Facebook czy Twitter… A nawet odpowiednie fora! Wspominałem o tym podczas wykładu na temat linkowania, że pomysł z podrzucaniem linków do bloga na popularnych forach tematycznych to słuszna koncepcja. I choć nie ośmieliłbym się wrzucić sucharów do dyskusji na forum (*chyba że ów sucharek doskonale się w tematykę wpasowuje; Przykład? Ktoś pyta o farby P3. W odpowiedzi, podsyłam link do mojej starutkiej acz ciągle aktualnej recenzji.*), to już od czego mamy fanpage na Facebooku czy Twittera? Tutaj możemy bezkarnie od czasu do czasu zarzucić linkiem do starszego wpisu, bezkarnie i licząc na owoc w postaci dodatkowych odwiedzin osób, które mogą się danym tematem zainteresować. Bo tutaj działa zasada, że nigdy nie wiesz, kto dany tekst już widział, a kto nie, prawda?


Wszystkie te metody stanowią niejako Świętą Trójcę recyklingu tekstów i dzięki stosowaniu powyższych narzędzi z pewnością sami się przekonacie, że liczba wyświetleń waszych starszych wpisów będzie regularnie wzrastać, a nie stać w miejscu przez tygodnie a potem miesiące, gubiąc się pod warstwą cyfrowego kurzu. Naturalnie nie poczuwajcie się w żaden sposób do implementowania wszystkich tych sposobów czy nawet jednego! Są to tylko narzędzia i sami musicie zdecydować, które z nich wam odpowiada i czy w ogóle uważacie, że warto próbować skierować strumień czytelników do treści, które popełniliście jakiś czas temu, a które mogą ich zainteresować – osobiście jestem gorącego przekonania, że owszem, jak najbardziej warto. Bo skoro na blogu mam już te 200+ artykułów, to szkoda by było, by 190 z nich nie było już czytanych i żeby nikt nie miał z nich pożytku… A w następnym odcinku popiszemy o aktywności, regularności i temacie, czyli o tym, co stanowi Główne Danie bloga! Do siego.



środa, 20 listopada 2013

Wrota do lepszego bloga #1: Linkowanie


Witam pięknie w czymś zupełnie nowym! No dobrze, spokojnie, powoli – Fireant z tej strony, kłaniam się, część z was zna mój blog i działalność, część kojarzy tylko z tego, że kontaktowali się ze mną, by dołączyć do agregatora blogów jakim są Wrota, część pewnie w ogóle nie wie, kimże jest Ognista Mrówka, dlatego przedstawiam się słowem tego wstępu. Widzicie, naszła mnie pewna myśl, myśl gorąca, paląca i powiem szczerze, głównie wynikających z warsztatów biznesowych, na których to przemaglowałem ostatnie pięć dni i które nauczyły mnie wielu rzeczy oraz dały mi pewien pogląd na coś, czego jestem świadom, co sam realizuje a co jednak stanowi problem w skali właśnie tego naszego miniaturowego ryneczku informacyjnego – naszej sieci bloggerskiej.

Pierwsze primo, to niejaki atak wstydu z mojej strony. Od ładnych kilku jak nie nastu miesięcy całą stroną i cotygodniowe wpisy tworzy, kontroluje i sprawdza niezmordowany i niestrudzony Quidamcorvus, który jako prawdziwy tytan pracy nie ustępuje w walce z kilkoma projektami na raz, prowadząc dobrego jakościowo bloga, tworząc i walcząc ze swoim autorskim systemem Warheim a teraz przy okazji tydzień w tydzień dostarczając nam śliczną kompilację nowości z aktywności naszych bloggerów. I aż wstyd mnie ukuł, że niejako ‘ojciec założyciel’ tej idei spokojnie spoczywa na laurach, spija śmietankę i cieszy michę, że agregat jest i jakoś działa. A przecież co za problem, bym mógł choć raz w miesiącu starać się wam, drodzy bloggerzy, pomóc? Pomóc w sposób właśnie stricte warsztatowy, czyli pokazać wam jak zadziałać, by ruch na waszym blogu przyrastał, by pojawiały się komentarze, byście czuli, że z miesiąca na miesiąc rzeczywiście przybywa wam tych czytelników! W okolicach 20 dnia każdego miesiąca będę publikował krótki tekst a poradą i informacją, jak /lepiej/ aktywizować nasz blog. Do dzieła zatem!

Magia linków, czyli dlaczego nikt w nas nie klika?

Gdybym się was, drodzy czytelnicy, zapytał, jaki jest cel powstania Wrót, do czego w ogóle służą takie agregaty, to co byście odpowiedzieli? Do wzmożenia ruchu? Do znalezienia potencjalnych odbiorców? Oczywiście tak… Ale na jakieś to działa zasadzie? Agregaty nie tworzą tak naprawdę treści – nawet ów cotygodniowe podsumowania nie są treścią per se, są zbiorem odnośników do aktualnych treści. Prawdę powiedziawszy cała ta strona to nic innego jak ogromny zbiór odnośników! Czy jednak zdajecie sobie sprawę z tego, jak potężną moc mają takie stosy linków? Dam wam prosty obraz. Wejdźcie proszę teraz w wyszukiwarkę Google i wpiszcie po prostu słowo ‘Wrota’ – i jaki efekt? Tak jest, Wrota są na zabójczo dobrym, ósmym miejscu – są na pierwszej stronie w wyszukanych odnośnikach i wyprzedziły nawet wpis na Wikipedii czy… Cały portal Wrota Lubelszczyzny czy Mazowsza!

Dlaczego tak jest? Skąd tak młody i w sumie niezwykle niszowy serwis mógł uzyskać taką pozycję? To proste. Dzięki odnośnikom! W normalnych warunkach takie leady, takie linki odsyłające bezpośrednio do strony głównej, która sama zawiera cały stos linków to dla silnika wyszukiwarki jest jak złoto – dzięki temu, że ponad 80 blogów posiada link bezpośredni do serwisu, że na forach są liczne wpisy z tym linkiem tak naprawdę maszyny crawlingowe traktują po prostu wrota.org jako, co zabawne, poważnego zawodnika jeżeli chodzi o generowanie odnośnika do słów ‘wrota’ czy bardziej naturalnie ‘blogi bitewne’, w których to Wrota zajmują pierwsze miejsce. Jest to kolosalny sukces, że jeżeli ktoś wpisze w wyszukiwarkę hasło ‘blogi bitewne’ czy jego warianty, to strona ląduje w topowej piątce. Brzmi nieco jak przechwałki, i pewnie, jestem dumny, ale powyższy przykład ma dać do zrozumienia tego, że linkowanie w treści do absolutny klucz do zwiększenia oglądalności.

11,66% - tyle w skali miesiąca odwiedzin na moim blogu generują mi odnośniki z Wrót. Ktoś może powiedzieć, że mało. Jeżeli jednak dla kogoś niemalże 12% całego ruchu na serwisie to mało, to chyba pochodzimy z innej bajki, bo w pojęciu biznesowym utrata już trzech procent klientów (*a z punktu widzenia bloga tematycznego i hobbystycznego, czytelnicy to właśnie klienci*) to już jest katastrofa, która zmusiłaby do przemyśleń, co należy zmienić, by to wyratować. Wszystkie te kliknięcia biorą się albo z odnośników w podsumowaniach, albo z tego, że jako aktywny twórca treści staram się, by blog nigdy nie wyszedł poza top 10 wyświetlanych linków w panelu aktywności bloggerskiej sieci.

Jak sami możecie zauważyć, już sam ten tekst, choć przecież nie jest konglomeratem linków, ma ich kilka… I w praktyce to jest cała esencja dzisiejszego tekstu! Linkujcie, moi mili. Linkujcie gdzie popadnie i jak to tylko możliwe. Podajecie nazwę produktu? Dajcie do niego link! Mówicie o tym, że ktoś już napisał podobny tekst? Dajcie link. Że wasz tekst wynika z innego? Dawać odnośnik. Że wasz tekst wchodzi w dyskusję z innym? Zalinkować. Ktoś może zapytać – No fajnie, linkuję jak szalony, ale co to mi tak naprawdę daje? Przecież generuję ruch dla kogoś innego, a nie dla siebie! – To prawda. Po części… Po pierwsze, nic w naturze nie ginie i nic nie dzieje się za darmo, więc jak zalinkujecie do produktów GW czy Privateer Pressa szanse na to, że oddadzą linka są żadne… Ale już zalinkowanie do bloga kogoś innego ma szansę bycia zauważonym! Większość dzisiejszych narzędzi do analizy ruchu webowego oferuje banalnie prosty podgląd na backtracking, czyli możliwość śledzenia, skąd ludzie do nasz przychodzą. Osobiście sprawdzam to regularnie, i praktycznie zawsze klikam w odpowiedni, wizytując strony, blogi i fora, z których napływa do mnie ruch – jeżeli jest to forum, na którym mnie nie ma, przeważnie się rejestruje. Jeżeli jest to blog, to go zapamiętuję, i staram się w ramach możliwości zrewanżować się leadem zwrotnym.

Po prostu – dajcie innym o sobie pisać. A by inni byli tym zainteresowani, sami piszcie o innych. Nie chodzi tutaj o sztuczne pompowanie linków, bo takie manewry tylko odrzucają, tworzą złą atmosferę i negatywnie nastrajają czytelnika. Nie chodzi też o zalewanie odbiorcy stosem odnośników, lecz, w miarę możliwości, odsyłanie do treści, która czytelnika również może zainteresować. Nie jest łatwym ani szybkim zadaniem znalezienie wartościowej treści, ale od czegoś trzeba zacząć. Gwarantuję wam, że jeżeli zaczniecie tworzyć interakcję z innymi bloggerami, to nawet bez ewidentnego szturchania ich i prośbę o współpracę poprzez e-mail prędzej czy później doczekacie się rewanżu!

Naturalnie pozyskiwanie linków jest to praca, którą w pewnej mierze możemy czynić całkowicie samodzielnie! Ot, chociażby Wrota, będąc niejako moim dzieckiem nie powoduje u mnie skrępowania, że w pierwszym akapicie tego tekstu znajduje się link do mojego głównego bloga, prawda? Ale nawet takie agresywne zagrania czy linki wtórne nie są tak skuteczne, jak generowanie treści… w postach na forach i w komentarzach! Tak jest, nasze hobby oferuje w kraju co najmniej kilka dużych internetowych for, więc aż żal by nie skorzystać, prawda? Nie musimy być nawet za bardzo aktywni, choć oczywiście im większa aktywność i ‘wyrobiona marka’ na danym forum, tym lepszą konwersję mamy z oferowanych na ów forum linków. Widzicie, nawet jak się nie udzielacie, to administracja raczej nie zrobi nikomu problemów o to, że w temacie ‘Wolnych pogaduszek’ (*który przeważnie znajduje się na każdym forum!*) zamieścicie swój temacik, w którym będziecie linkować do swoich postów na blogu. Osobiście obsługuję w ten sposób cztery duże fora tworząc miesięczne raporty, które podwajają lub nawet potrajają mi na tydzień od ich publikacji cały ruch na stronie.

Podobnie napisanie komentarza. Każdy się cieszy, kiedy do swoich wypocin ujrzy komentarz, który jest niejako żywym dowodem na to, że ktoś się z naszym tekstem zapoznał… Ktoś może powiedzieć, że komentowanie wszystkiego to jednak wymaga czasu, że nie każdy tekst na tyle nas pobudzi, by przycisnąć do komentarza – i dobrze, bo nie musi! Ale pamiętajcie, że zostawienie komentarza to i dobro dodane właśnie dla was, autorów tychże komentarzy – bo nawet jak nie umieścicie w ów komentarzu oczywistego linka do waszej treści, do przecież każdy może kliknąć w wasz awatar i znaleźć waszą stronę! A jeżeli treść waszego komentarza będzie wartościowa… To szanse są duże, prawda? Dodatkowo, nie bójcie się linkować do własnych tekstów w komentarzach, jeżeli tematycznie pokrywają się z treścią, którą komentujecie – autor raczej na pewno się nie obrazi, a wam z pewnością dodatkowe kliknięcia i być może pozyskanie nowego czytelnika, cóż, nie zaszkodzi!


I to tak naprawdę wszystko w części pierwszej, w której oferuję wam bardzo proste, ba, oczywiste rady jak wykorzystać jedno z najstarszych internetowych narzędzi, czyli linki, tak, by te działały słusznie, poprawnie i rzeczywiście przyczyniały się do generowania ruchu, który jak podejrzewam, jest miły nam wszystkim. W następnych odcinku skupimy się na optymalizacji wewnętrznej, czyli jak nie zgubić własnych treści i jak wykorzystywać te zasoby, które już dawno odłożyliśmy na bok.