Gdyby ktoś zczytających DansE MacabrE jeszcze nie wiedział, FKB to inicjatywa którą w polskiej wargamingowej blogosferze 7 września 2014 roku rozpoczął Inkub prowadzący bloga Wojna w miniaturze.
Do tej pory, co można wywnioskować po tytule posta, odbyło się czterdzieści pięć edycji, których podsumowania znajdziecie TUTAJ.
***
W czerwcowej edycji FKB udział wzięło 10 blogerów, a przynajmniej tyle wpisów znalazłem. Cóż, podobno wszystko co dobre kiedyś się kończy ale z drugiej strony psy szczekają, a karawana jedzie dalej. Tak czy inaczej bardzo serdecznie dziękuję Wam za udział w zabawie, w końcu chcieć to móc. Poniżej znajdziecie listę blogów w kolejności alfabetycznej.
Pierwszy ze swoim wpisem zameldował się Gervaz, który na łamach bloga bitewniakowe pogranicza zaprezentował własnoręcznie pomalowane modele z zestawu Ancient Celts: Chieftains Pack od Warlord Games.
Kilka dni później na łamach DansE MacabrEopublikowałem wpis w którym pokazałem Wam zdjęcia Log Fence i Picket Fence Setod Rubicon Models.
Koniec miesiąca to seria kolejnych wpisów. Pepe na łamach bloga Fantasy w miniaturze zaprezentował zdjęcia modeli Krasnoludów, które wraz z synem przygotowuje do rozgrywek Kings od War.
Z kolei Potsiat na blogu Gangs of Mordheim rozbił na czynniki pierwsze i upchnął w tabeli prawdopodobieństwo trafienie i zranienia krytyczne w grze Shadespire od Games Workshop.
Natomiast najmilszą niespodziankę przygotowała Natalia, która na blogu Hakostwo zaprezentowała zdjęcia Emilki.
Zaś Anolecrab na swoim blogu Krypta Królów udowodnił, że modele z gry Malifaux od Wyrd Games także mogą wyruszyć do Rzymu.
A Viluir na blogu Rzuć 90k6! pokazała, że także Imperium można knuć intrygi na miarę Rzymskiego Imperium.
Także Koyoth na blogu shadow grey zaprezentował modele od Warlord Games, jednak w odróżnieniu od Gervaza pomalował figurki Rzymian Pullona i Vorenusa.
Na blogu Shoggot's Placew kierunku Rzymu wyruszyła armia Tyranidów z uniwersum Wh40k.
I na koniec Bahior, który na łamach bloga The Dark Oak opublikował zdjęcia moplika dla sztygara swoim Kosmicznych Marines.
Ponadto, to właśnie Bahior z The Dark Oak będzie gospodarzem #47 edycji Figurkowego Karnawału Blogowego, a temat na lipiec znajdziecie TUTAJ.
Będzie mi miło jeśli pozostawicie po sobie komentarz i udostępnicie ten post.Jeśli chcecie postawić mi kawę przycisk DONATE znajduje się poniżej.
I will be happy if you leave comments and share this post with friends. If you want to put me a coffee DONATE button is below.
Możecie także zostać Patronami DansE MacabrEi wesprzeć projekt za pośrednictwem strony patronite.pl.
A więcej o moim udziale na patronite.pl znajdziecie TUTAJ.
You can also become Patrons of DansE MacabrE and support the project through the patronite.pl website. And more about my participation at patronite.pl can be found HERE.
Dzień dobry! Szanowne państwo-draństwo pozwoli, że w imieniu swoim, czyli QC, oraz Maniexa przedstawię wam kolejny wywiad przeprowadzony w ramach cyklu Między Młotem, a Kowadłem! Listę wszystkich opublikowanych do tej pory wywiadów znajdziecie na blogu DansE MacabrE. Założeniem serii jest przeprowadzenie wywiadów z blogerami skupionymi wokół założonego przez FireAnta serwisu Wrota - polska sieć blogów bitewnych. Bohaterem kolejnego odcinka jest Seba, który od maja 2015 roku prowadzi blog Bearded Orc.
Kwestionariusz osobowy...
...osoby rozpytywanej.
Wywiad zaczniemy od szybkiego kwestionariusza osobowego:
Nim przejdziemy do wywiadu drodzy czytelnicy zechcą włączyć sobie wybrany przez Sebę teledysk.
Wywiad...
...czyli między młotem a kowadłem.
Czy pamiętasz swoje pierwsze spotkanie z grami bitewnymi? Jak zaczęła się Twoja przygoda z figurkami? W którym to było roku?
Seba: Końcówka lat 90 gdy w ogólniaku kumpel pokazał mi swoją kolekcje kart do Magic: The Gathering, aż któregoś dnia przyniósł broszurę informacyjną GW opisującą Warhammera (mam do dzisiaj ten artefakt). Wtedy mnie wzięło i trzyma do dzisiaj. Pamiętam moją pierwszą wizytę w Bardzie w Krakowie, było chyba lato kiedy spotkałem tam MiSiO, który akurat rozkręcał kampanie do Mordheim rok 2002/3. Fundusze miałem skromne, a tutaj 10-15 modeli i można ciupać. Zapisałem się, kupiłem w komisie używane modele metalowych Beastów i zagrałem. :D Piękne czasy, kolejne bandy, tereny, spanie pod ławkami. Tego samego roku stworzyliśmy z Miśkiem klub Threasure Hunters i pojechaliśmy w Polskę głosząc słowo Mordheim! :D Figurki, konserwy i muzyka bez przerwy. Zorganizowaliśmy pierwszy turniej na Wojennym Młocie w Warszawie, a potem to już było z górki: Goblikony, Krakony, Falkony itd.
Od kiedy prowadzisz bloga i co skłoniło cię do takiej aktywności w sieci?
Seba: Pierwsze blogowe kroki miałem na Bitewnym Zgiełku w 2013/14, później coraz więcej malowałem i w 2015 spróbowałem poprowadzić własnego bloga głównie z modelami do OiM. Blog mocno motywuje i zdecydowałem się na coś poważniejszego tworząc blog Brodatego Orka, który prowadzę już 3 lat.
Dlaczego zdecydowałeś się na taką platformę blogową i co uważasz za jej największą zaletę?
Seba: Prostota rządzi i znałem już tą platformę z Bitewnego Zgiełku.
Skąd pomysł na nazwę bloga i co ona oznacza?
Seba: Odzwierciedla trochę moją osobę w bitewnym hobby: "Zmiażdżyć wrogów, widzieć ich na kolanach i słyszeć lamenty ich kobiet...".
Jak często sprawdzasz licznik odwiedzin? Czy popularność bloga ma dla ciebie znaczenie, jeśli tak to jak promujesz swój blog w sieci?
Seba: Na początku bardziej mnie to fascynowało, ale nie o to w tym wszystkim chodzi. Teraz zerkam czasami na ilości wyświetleń konkretnych postów, wiem wtedy co się podoba osobom, które zaglądają na bloga. Małymi krokami, ale wciąć pracuje nad rozwojem warsztatu jak również popularnością bloga.
Jaki masz pomysł na bloga? To ma być swego rodzaju pamiętnik, w którym na bieżąco będziesz dokumentował swoją pracę czy planujesz regularne wpisy w określone dni tygodnia? Planujesz jakieś stałe cykle wpisów?
Seba: Póki co jest to zbiór mojej twórczości, ale chciałbym, żeby kiedyś było więcej regularnych wpisów.
Śledzisz polską blogosferę? Aktywnie komentujesz prace innych twórców, czy ograniczasz się do biernego podglądania?
Seba: Śledzę na bieżąco listę moich obserwowanych blogów, staram się również dalej ją rozwijać. Z komentowaniem dużo gorzej i pracuje nad tym, ale śledzę codziennie wszystkie nowości na blogach z mojej listy.
Prowadzisz bloga od jakiegoś czasu, jak oceniasz poziom komentarzy publikowanych przez internautów? Czy zmieniało się to na przestrzeni czasu?
Seba: Lubię gdy w komentarzach wywiązuje się jakaś luźna dyskusja, bardzo często półżartem, podoba mi się atmosfera jaką tworzą ludzie w naszym hobby. To dość specyficzne środowisko, najczęściej tworzą je dojrzali ludzie, których łączy wspólna życiowa pasja grania w ludki. Czuć to wszystko w ich wypowiedziach co przekłada się na kulturę i jakość komentarzy. Lubię to. ;)
Czy jakiś komentarz szczególnie utkwił ci w pamięci?
Seba: Mam kiepską pamięć. Cieszą mnie wszystkie, które pojawiają się na blogu.
Czy masz jakieś ulubione blogi, które regularnie odwiedzasz? Jeśli tak to które?
Seba: Wszystkie z mojej listy obserwowanych blogów mają coś co mi się podoba, coś co mnie ciekawi i śledzę je na bieżąco.
Jak dużo czasu poświęcasz na hobby? Masz swój warsztat?
Seba: Mam swój kącik do maziania ludków, który wciąż rozwijam i w marzeniach mam nadzieje, że mój warsztat ewoluuje kiedyś do wielkości własnego pokoju. Malowaniu poświęcam każdą wolną chwile i żałuję, że nie dam rady z tego jeszcze żyć.
W twoim warsztacie dominują produkty jednej firmy, czy lubisz eksperymentować i wciąż szukasz nowych rozwiązań?
Seba: Aktualnie używam farb 4 różnych firm. Dominują farby Citadel i Vallejo, ale używam też kolorów z Army Paintera i P3. Myślę, że każdy tworzy własną paletę i nie da się ograniczyć do jednego producenta. Miałem sporo farbek, których użyłem tylko raz i nie chce do nich wracać, mam też stałe kolory bez których nie wyobrażam sobie malowania.
Jesteś bardziej modelarzem, kolekcjonerem czy graczem?
Seba: Kiedyś byłem graczem, teraz już głównie modelarzem, ale mam też problemy z koniecznością kolekcjonowania - tak to jest, że z nałogiem nie wygrasz.
Skąd czerpiesz inspirację? Czy przygotowujesz sobie materiały poglądowe przed malowaniem lub modelowaniem? A może kierujesz się jedynie swoją wyobraźnią?
Seba: Wszystkiego po trochę, głównie to wyobraźnia, ale jakby nie było rozwijamy ją głównie podglądając prace innych twórców.
Jaką figurkę chciałbyś pomalować jeszcze raz?
Seba: Każdą.
Jakiej figurki nie chciałbyś pomalować ponownie?
Seba: Każdy model w czterdziestoosobowym oddziale potrafi zmęczyć. ;)
Ile modeli znajduje się w twojej kolekcji, wyprodukowała je jedna firma czy pochodzą z różnych źródeł? Czym kierujesz się podczas wyboru figurki? Produkty której firmy polecasz?
Seba: Kieruje się tylko aspektem wizualnym. Aktualnie w erze druku 3D mnóstwo firm robi wyśmienite modele, choć dla moich klimatów wciąż GW proponuje najlepszy wybór w kwestii jakość/cena. Zależy też w co gramy, czasami nie ma to jak klasyka i jakieś stare metalowe wzory. ;) Jak każdy figurkowy zapaleniec posiadam setki modeli w różnym stanie.
Gdzie najczęściej kupujesz modele i akcesoria modelarskie? Masz swój ulubiony sklep internetowy lub portal aukcyjny?
Seba: Aktualnie zakupy robię już tylko przez internet. Nie jest to łatwe i nic tak nie irytuje jak brak możliwości zrobienia zakupów w jednym sklepie przy np. chęci zakupu 8 farbek, dlatego też żadnego nie polecę choć mam ze dwa ulubione.
Jakie jest twoje ulubione uniwersum/system/okres historyczny?
Seba: Fantasy i średniowiecze.
Co jest dla Ciebie ważniejsze: modele, zasady czy uniwersum gry?
Seba: Uniwersum i modele, bo zasady zawsze mają najwięcej wad. :P.
Figurka, którą najchętniej dodałbyś do swojej kolekcji, ale którą ciężko zdobyć?
Seba: Rozmaite staro edycyjne metalowe modele GW. Kiedyś rozpocznę ich kolekcje. Dodatkowo w dzisiejszych czasach to niezła inwestycja przy wciąż rosnących cenach metalowych figsów.
W jaką grę chciałbyś zagrać ponownie, ale z różnych powodów nie możesz?
Seba: Mordheim! Ale nie mam z kim grać. :P Dlatego kiedyś ruszę z Warheim FS.
Warheim FS to bardzo dobra decyzja. ;) A w jaką grę nie chciałbyś zagrać ponownie?
Seba: Nie próbowałem takiej.
Jak twoi najbliżsi reagują na hobby?
Seba: Wiedzą, że bawię się żołnierzykami, ale ogólnie bez szału. Dobrze, że żona gubi się w tym ile to kosztuje. :D.
Uczestniczysz w wydarzeniach związanych z grami bitewnym? Turnieje, konwenty? Jeśli tak, to jakie wydarzenie polecasz/wspominasz najlepiej?
Seba: Za młodu nie było miesiąca, żebym nie był na jakimś turnieju albo konwencie. Bez konkretów, bo na wszystkich było super, ale polecam każdemu takie hobby i mega miło wspominam tamte czasy, znajomości i podróże. Niby tylko turlanie kostek, ale to świetna przygoda. Aktualnie gniję przed biurkiem i psuję oczy.
Jakie masz plany modelarskie na najbliższą przyszłość?
Seba: Chciałbym cały czas rozwijać poziom swojego malowania. Póki co utknąłem trochę w ekonomicznym mazianiu, ale będzie lepiej.
Gdzie widzisz siebie hobbystycznie za 5 lat?
Seba: Przy większym biurku w moim własnym pokoju do malowania i grania, zamykanym na klucz!
Gdybyś miał taką możliwość - jaką książkę lub film chciałbyś zobaczyć w wydaniu figurkowym?
Seba: Wiedźmina w dobrym skirmishu.
Czy masz jeszcze jakieś hobby poza wargamingiem? Jeśli tak to jakie?
Seba: Póki co skupiam się tylko na modelarstwie.
Gdybyś mógł zadać pytanie bohaterowi następnego wywiadu, to o co byś zapytał?
Seba: Dlaczego nie malujesz?
I który z wyWrotowców powinien być bohaterem następnego wywiadu?
Dziękujemy za wywiad. Życzymy Ci wielu kolejnych sukcesów, udanych projektów i wszystkiego tego czego potrzebujesz!
Zakończenie...
...czyli do następnego razu.
...a szanownemu państwu-draństwu dziękujemy za lekturę. Jeśli podoba się Wam ten cykl dajcie znać w komentarzach oraz udostępnijcie wpis na portalach społecznościowych. Ach, zapomniałbym! Który z wyWrotowców zgodnie z życzeniem szanownego państwa-draństwa miałby być bohaterem kolejnego wywiadu?
Kończy
się maj i wypada zrobić porządek z 45-tą edycją Figurkowego Karnawału
Blogowego. Jak to zwykle w przypadku tej zabawy bywa, ktoś rzuca na
początku miesiąc hasło, a blogerzy (głównie ci, którzy zapisali się do Wrót - Polskiej sieci blogów bitewnych) próbują stworzyć coś, co będzie adekwatną odpowiedzią na zadany temat.
Jak to wyszło tym razem? Wrzuciłem na ruszt zagadnienie figurkowych
marzeń. Sądzę, że nie jestem jedynym, który od czasu do czasu wzdycha po
kryjomu do nowej armii/ nowego systemu czy do jeszcze jakichś innych
bitewniakowych rozkoszy (na przykład wyjazdu na konwent Salute :). Ta
edycja miała więc być okazją do dwóch rzeczy. Po pierwsze: do przerwania
milczenia na temat swych marzeń. Wszak trzeba mieć w sobie trochę
ekshibicjonisty, by bawić się w pisanie o sobie (bo zawsze pisze się
trochę o sobie) i świecić owocem swej pracy w oczy przypadkowym ludziom z
internetu.
Tym razem można było pójść na całość i wyznać: "Chcę wreszcie kupić,
pomalować i wystawić w trakcie gry makietę "Chaos Dreadhold" na pełnym
wypasie!"
Niestety, był też i haczyk. Druga część tematu zakładała bowiem, że
po wyznaniu swych marzeń publiczności autor wpisu zrobić choć mały
kroczek w kierunku ich realizacji. Że marzenie przestanie być jedynie
zwiewną fantazją, a zacznie coraz bardziej nabierać realnych kształtów.
Nie czekaj ze spełnieniem swych marzeń, aż będziesz stary i chory!
Z jednej strony maj sprzyjał snuciu marzeń! Co rusz to pojawiały się
informacje o nowościach i planach wydawniczych. A do tego wciąż czekają
na nas setki propozycji które zostały już wydane, są dostępne i tylko
kuszą, by je kupić i się nimi cieszyć. Z drugiej zaś wreszcie odeszła
zima, ustępując miejsca rozbuchanemu, słonecznemu latu. Pogoda nie
zachęcała do siedzenia przy biurku i wielogodzinnego cyzelowania
ludzików. Czy też nawet do myślenia o nich! Niemniej jednak niektórzy
śmiałkowie podjęli wyzwanie. Przyjrzyjmy się efektom ich pracy.
Husaria na dinozaurach?
Dobrze
dobrze... na początku też się śmiali z leków homeopatycznych i ruchu
antyszczepionkowego! Już dziś zacznij zbierać lizardmenów, by zdobyć
przychylność prawdziwych panów świata.
Najszybciej swój karnawałowy wpis wysmażył Kamil, piszący na blogu Zielony Skaven. Jego marzenie okazało się być dość powszechnym - jak wiemy z tego filmu:
każdy kiedyś ich próbował. Chciałby mianowicie dysponować nie tylko
zastępami ludzi - szczurów (co jest chyba najlepszym wyborem, jeśli
chodzi o armie fantasy) ale też ludzi - gadów (i nie tylko ludzi).
Pochwalił się przy tej okazji swoimi nabytkami. Zebrał przyzwoitą
kolekcję figurek, która teraz cierpliwie (jak to gady...) czeka na
pomalowanie oraz na występ podczas bitwy.
Drugie marzenie autora to rozpoczęcie przygody z "Ogniem i Mieczem".
Kibicuję mu w nim gorąco, ale też wiem, że wypad na Dzikie Pola nie jest
łatwą przygodą. Opanowanie mechaniki zajmuje trochę czasu... Ale gdy
już się to uda, gra daje olbrzymią satysfakcję. Na pierwszy rzut oka nie
bardzo da się połączyć klimaty Obrońców Najjaśniejszej Rzeczypospolitej
z Parkiem Jurajskim... Ale od czego jest "Dragon Rampant"?
Jakby co, to fluff już jest.
Dla większego dobra.
Pozostajemy w temacie humanoidalnych gadów - lub organizmów bardzo do
nich podobnych. Flota Rój Shoggoth znudziła się bezmyślną konsumpcją
napotkanych światów... Stojący za nią umysł-rój zapragnął małej odmiany.
I wybrał armię z zupełnie inne beczki. Gdy zostanie już ukończona (a z wpisu
widać, że prace idą pełną parą), Shoggoth będzie dysponował dwiema
armiami o zupełnie różnym klimacie i sposobie grania. To fajny pomysł,
gdy pragnie się jakiejś odmiany, ale nie jest się gotowym do wejścia w
nowy system.
Umiłowany przywódca beznosych.
Malowanie
kosmicznych Chińczyków wykonano w klimacie kawaii. Dużo tam aerografu,
białego, błękitnego, różowego i fioletowego. Pojawił się też zdjęcia z
bitwy. Jeśli lubicie tau, zajrzyjcie koniecznie i wesprzyjcie
komentarzem nowego gracza.
Najwyższa jakość. Extra ciemne.
Quidamcorvus, spiritus movens Bitewnych Wrót nie
zawiódł. Regularnie wypuszcza wpisy, recenzje, tutoriale, raporty,
reportaże z turniejów... A jakby tego jeszcze było mało, animuje swój
własny (no prawie własny: mechanika i świat zostały oparte na
produkcjach Games Workshop) system bitewny. Chodzi o "Warheim Fantasy Skirmish". Jeśli do tej pory nie znaliście tej gry, zapraszam do kliknięcia w link w poprzednim zdaniu i zobaczenia, co to za zwierz.
Dla mnie ów tytuł to żywy przykład tego, jak wiele można zdziałać w
świecie bitewniaków za pomocą determinacji, pasji i konsekwencji. Pomimo
tego, że "WFS" jest wydawany w systemie non-profit, nie posiada własnej
linii figurek, to jest grą żywą. Cały czas powstają nowe zasady, ludzie
w to grają, odbywają się turnieje z nielichą frekwencją.
Jakby tego było mało, QC potrafi zrobić cudowne makiety.
Pierwsze marzenie opisane w poście karnawałowym (?
post karnawałowy? Co tu się odjaniepawliło?) dotyczy rozwoju
"Warheima"... Podręcznik ma być przeredagowany i skompresowany (co jest
moim zdaniem niezbędne). A potem przetłumaczony na angielski - co ma
chyba jeszcze więcej sensu. Warto dotrzeć z nim do naprawdę szerokiej
publiczności.
Ale to nie koniec. Drugi plan dotyczy walki o przestrzeń życiową dla
figurek. Quidamcorvus zamierza przeprowadzić remont i stworzyć
dedykowane pomieszczenie do modelarstwa i grania. Gdy oglądam sobie
blogi anglojęzyczne, własny gamesroom jest częstym motywem. Oby i u nas
było ich jak najwięcej. Życzę powodzenia!
Najwyraźniej autor wynalazł coś do zakrzywiania czasoprzestrzeni, bo w
tym wszystkim ma jeszcze czas na klasyczne gry fabularne. A przy tym
jest wierny systemowi, który w dużej mierze ukształtował polski światek
rpgów i bitewniaków. Chodzi o pierwszą edycję WFRP. Tutaj możecie
kibicować jego postępom w opracowywaniu owej księgi, która już w chwili
wydania kosztowała 495.000 zł!
Ale ja czekam raczej na to.
Games room po raz drugi.
Wygląda na to, że spora część autorów dostała już od bitewniaków to,
czego pragnie. I teraz chciałaby po prostu cieszyć się grami i figurkami
w spokoju i komforcie. Asterix z Valadoru pochwalił się swoją miejscówką do grania. A jest się czym chwalić...
Trzy
pełnowymiarowe stoły do gier, każdy z kompletem makiet wykonanym w
wysokiej jakość. Do tego zapas makiet. Dwa stanowiska malarskie.
Przestrzeń i wygoda... Czegóż chcieć więcej? Oczywiście
kumpli do grania. Jeśli lubisz figurki i mieszkasz w małym miasteczku
(na przykład w Pszczynie) to masz dwie opcje. Albo przestawisz się na
piłkę nożną, albo zmusisz do grania dzieci swoje i z rodziny. Asterix
żali się, że starzy współgracze rozjechali się po świecie, a różne
przedsięwzięcia mające skupić lokalne środowisko fanów miały krótki
żywot. Fajnie byłoby więc stworzyć klub, rozszerzyć zastępy figurkowych
wodzów. To plan, który ma szanse powodzenia, jeśli tylko uzbroić się w
cierpliwość i być bardzo konsekwentnym. Oczywiście życzę sukcesu - gry
bitewne są dużo fajniejsze, gdy rzeczywiście się w nie gra.
Ewentualnie można przerzucić się na piłkę. Stadion już jest.
Space Wolf, Iron Hand i Ultramarine siedzą w karczmie... Mateusz z bloga The Dark Oak. Nie snuje biernych marzeń. Jego wpis
to dobry przykład na to, że chcieć to móc, tak długo jak cel jest
realistyczny. Autor chciał grać w czterdziechę - i gra. Nie powstrzymują
go ani słabe zasady, ani brak balansu, ani koszta modeli. Podobno kocha
się "pomimo" a nie "za coś"... W każdym razie jest on wierny wybranemu
zakonowi. A swoją działalność hobbystyczną chciałby rozszerzyć m.in. o
prowadzenie sesji w klimacie WH40k.
Hmmm...
Drogi Mateuszu... Rpgowy świat mrocznej przyszłości niesie ze sobą też
inne zagrożenia niż wojna. Dotychczasowe systemy fabularne osadzone w
tym uniwersum miały wyjątkowo niestrawną mechanikę. Trzeba było wiele
zaparcia ze strony MG oraz graczy, by jako tako ogarnąć wszystkie zasady
dotyczące walki, sprzętu, testowania... Mam nadzieję, że pokazany wyżej
"Wrath & Glory" pozwoli skupić się na walce z xenosami, a nie z
paragrafami i cyferkami. There is no escape from Chaos! Koyoth z bloga shadow grey również dołożył swe trzy grosze
do giełdy marzeń i planów. Jeśli zaglądacie regularnie na jego bloga (a
warto, bo ma znakomite pomysły na konwersje, a maluje niczym Chopin
pędzla!), możecie się domyślać, co mu się śni po nocach.
Wielka armia Chaosu! Wyznawcy i demony mrocznych potęg zjednoczeni pod
żelazną pięścią Archaona, Pana Końca Czasów. A każda figurka pomalowana w
odpowiednim klimacie i na wysokim poziomie.
Zbieranie armii do "AoS" to zadanie na długie lata, szczególnie, gdy
armia ta ma tak dużo możliwości złożenia. Można dobierać najróżniejsze
oddziały, bohaterów, sojuszników. A potem przychodzi nowa edycja/ nowy
kodeks czy też nowy "Generals Handbook". A
wtedy zakupy zaczynają się od początku. Na szczęście ta armia ma
ogromną zaletę: figurki, które cieszą nawet wtedy, gdy nie wystąpią na
stole. Poziom smogu w Krakowie przekroczył dopuszczalne normy.
Podobnie wyglądają marzenia Wołka Zbożowego. Pragnie mieć on jeszcze
jedną armię do "AoS". Tym razem postawił na kontrowersyjnych Kharadron Overlords. Napisał im całkiem ciekawy fluff, w którym jedno słowo uzasadnia zamknięcie ciał krasnoludów w szczelnych pancerzach.
Każda
armia zaczyna się od pierwszej figurki. Tym razem w owej zaszczytnej
roli wystąpił Aetheric Navigator, którego możecie zobaczyć powyżej. Nie
znam się na tej armii, nie wiem jaka jest jego rola na polu bitwy. Ale
ten pomarańczowy pancerz był strzałem w dziesiątkę! Sklepik z marzeniami. Fejwsi i Ranalcus zadebiutowali
w niniejszej edycji karnawału. Ale był to debiut bardzo udany; planów
mają co niemiara, jak to wielu młodych ludzi. Jest tam mowa i o
skończeniu studiów, nabyciu domu, zebraniu armii do "Sagi" oraz samochodzików do "Gaslands".
A to dopiero początek! Kobieca część autorskiego zespołu odkryła w
sobie żyłkę twórczyni makiet - czy też może raczej scenografii?
Jeśli będziecie przyglądać się temu zdjęciu wystarczająco długo, ujrzycie w tle ruiny.
Ale
ostatnie marzenie jest wyjątkowo inspirujące. Chodzi o zdobycie
unikatowej, limitowanej i niesprzedawanej figurki. Z mangi to ja znam
tylko mango, więc nie kojarzę ludzika. Ale bardzo szanuję wytrwałość i
determinację, jaka towarzyszy polowaniu na ulubiony model. Takie będą rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie. Bardzo ambitne i chwalebne jest zamierzenie Pepego, którym pochwalił się na blogu Fantasy w miniaturze.
Czymże bowiem jest pomalowanie nowej figurki, zbierania nowej armii,
czy nawet wejście w nowy system - wobec wychowania nowego gracza? A Pepe
postanowił wychować aż dwoje!
A kiedy waszym dzieciom wyrosną kły i bokobrody?
Oczywiście trzymam kciuki za sukces, i to z wielu powodów. Nowi gracze
decydują nie tylko o kondycji rynku figurkowego w Polsce - ale wręcz o
przetrwaniu tego hobby. Ja zaś sam podjąłem niedawno podobne starania. I
wkrótce przekonam się, co z tego wynikło. Za tydzień pierwszy turniej
mojego syna :) Stairway to heaven. Potsiat wykonał to, bez czego bardzo trudno funkcjonuje się Gangom Mordheim. A
mianowicie fragmenty Mordheim. Do tej pory brakowało schodków i
drabinek, przez co modele z wysoką inicjatywą posiadały niesprawiedliwą
przewagę. Tutaj możecie
obejrzeć efekty pracy. Mi się podobały ze względu na swą modułową
budowę i przydatność w rozgrywce. Rzetelna makieciarska robota.
Schody, schody, schody schody... Nigdy już nie wyjdą z mody...
Od przybytku czasu brakuje. Maj był miesiącem intensywnego bitewniakowania dla Maniexa i jego latorośli. On sam dorobił się wypasionego gangu do Necromundy. Tylko to zapewniłoby mu wiele godzin zabawy modelarskiej i graniowej. Ale do tego doszedł "Star Wars: Legion".
Jak się okazało, nowy tytuł od FFG spodobał się córce Maniexa na tyle,
że dostała go w prezencie! To się nazywa mieć szczęście.. A więc dwa nowe systemy. Do tego jeszcze jedna nowa armia. Kiedy on śpi?!
Nie zdziwiłbym się, gdyby macki w malowaniu maczała jakaś ośmiornica.
Z tej wyprawy nie powrócą wszyscy...
Tolkien, pisząc "Hobbita" i "Władcę Pierścieni" sformował archetyp
fabuły utworów fantasy. Grupa śmiałków oddala się od domu, po drodze nie
raz ryzykuje życiem, by zdobyć ostatecznie skarby i sławę, tudzież
wykonać innego questa. Każdy z nas to czytał, każdy z nas czuł
ekscytację na myśl o dalekiej wyprawie. Kapitan Hak postanowił odtworzyć taką historię na własnym stole. W
jego wpisie poznacie założenia fabularne wieloetapowej kampanii, w
której na równi ważny będzie element fabularny, jak i figurkowe bitwy.
Teraz należy tylko przed wyruszeniem w drogę zebrać drużynę... Skarby
Karak Zorn tylko czekają, aby je podnieść!
Długa broda i niski wzrost będą dodatkowym atutem w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej.
A ja? Nie dałem rady wyprodukować oddzielnego wpisu na ten karnawał, pochwalę się więc swoimi marzeniami teraz.
Po pierwsze: śni mi się od czasu do czasu rozpierducha na wielką
skalę. Wybuchu równające z ziemią całe dzielnice, hordy atakującej
piechoty, naloty dywanowe... Do takiej zabawy wystarczył by "Flames of War",
gdy nie to, że moje potrzeby są większe. Bo warto dodać do tego
wszystkiego roboty, kosmiczne technologie i obce rasy. Oraz oczywiście
mechanikę naprzemiennych aktywacji i proste zasady.
Jest system, który oferuje to wszystko, a w bonusie daje klimat
mrocznej przyszłości, w której jest tylko wojna. Chodzi mi oczywiście o "Epica".
Co stoi na przeszkodzie w realizacji marzenia? Przede wszystkim wysiłek
potrzebny do wystartowania. Figurki jak najbardziej można dostać, ale
dotarcie do nich jest trudniejsze, niż kupno piwa "Harnaś" w
Islamabadzie. Podobnie z potencjalnymi przeciwnikami. Są - ale w Łodzi.
Pewnie i w Wawie ktoś by się odnalazł, gdyby poszukać wystarczająco
długo. Na razie jest jednak dużo spraw na głowie, figurkowych i nie
tylko. Rozpoczęcie przygody z "Epic'iem" odłożyłem na przyszłość. A w
ramach długiej podróży, która zaczyna się od pierwszego kroku,
postanowiłem pomalować Landraidera z gry "Frobidden Stars". Czego nie
dokończyłem, z powodu wspomnianych wcześniej innych pilnych spraw.
-Panie kierowniku, ja już czekam cały miesiąc!!
- No i już nieprawda, bo nie miesiąc, a 37 dni kalendarzowych.
W maju wydarzyło się jednak coś, co rozpaliło jaśniej płomyczek
nadziei. Games Workshop zapowiedział wydanie gry bardzo podobnej w duchu
do rzeczonego "Epica". Chodzi o "Adeptus Titanicus". Na razie
szczegółów jest mało, ale wszyscy komentarzy wierzą w powrót nie tylko
wielkich małych robotów, ale i malutkiej piechoty oraz pojazdów
pancernych. Gdyby ten plan wypalił, pojawi się gra z silnym wsparciem
marketingowym, mająca szansę na umiarkowaną popularność. A to
zwiększyłoby sens wejścia w nią. A zatem czekam. Być może za kilka lat
sobie zagram.
Jak to mówią fani: Jaram się jak Istvaan V
To jednak nie koniec marzeń. Jak pewnie większość miłośników gier
bitewnych, chciałbym zarabiać na hobby. Jest tylko mały szkopuł; w
zasadzie kilka. Figurki maluję za wolno i za brzydko, o rzeźbieniu nie
wspominając. Ani nie wymyślę dobrych zasad, ani nie mam smykałki do
handlu. Tłumaczenie reguł - nie mam złudzeń, że można by z tego wyżyć...
Pozostaje więc pewna niszowa działalność... Dla bezpieczeństwa
finansowego nie będzie ona dotyczyła wyłącznie bitewniaków, czy też
szerzej: gier bez prądu. Gdy projekt będzie bliższy końcowi, napiszę
więcej.
ps.
Nie udało sporządzić się podsumowania na czas. Ale lepiej późno niż
wcale. Jakby co, to mam już temat karnawału na przyszły rok.